federacja zielonych

www.zieloni.w.pl

"POSIADANIE" ZWIERZĘCIA DOMOWEGO NIE JEST PRZEJAWEM "MIŁOŚCI" DO ZWIERZĄT, A RACZEJ INSTRUMENTALNEGO TRAKTOWANIA ZWIERZĘCIA - JAK ZABAWKĘ, MASKOTKĘ... ZWIERZĘTA TO NIE MASKOTKI, ZABAWKI , PRZEDMIOTY - ich potrzeby są zupełnie różne od tego co nam sie wydaje. UWAŻAM ŻE TRZYMANIE ZWIERZĄT DLA ZABAWY TO BARBARZYŃSTWO.

GALERIA OKRUTNYCH ZDJĘĆ: www.fwz.jawsieci.pl/okrutnezdjecia/index.htm

Zapraszam do dyskusji i nadsyłania opinii na ten temat - e-mail: : fzbialystok@wp.pl

ZWIERZĘTA TO NIE MASKOTKI, ZABAWKI, PRZEDMIOTY - ich potrzeby są zupełnie różne od tego co nam sie wydaje. UWAŻAM ŻE TRZYMANIE ZWIERZĄT DLA ZABAWY TO BARBARZYŃSTWO.

Człowiek w wyniku ewolucji udomowił szereg gatunków zwierząt - oprócz hodowlanych wiele służy także do rozrywki, w tym m.in. zwierzęta domowe - psy, koty, ptaki, płazy, gady, ssaki...Mimo że zaadaptowały się one częściowo do nienaturalnych warunków, życie w niewoli jest dla nich zawsze ograniczeniem - ich potrzeby są zupełnie różne od tego co nam sie wydaje.

Dzisiaj hodowla zwierząt domowych niewiele ma wspólnego z "miłością", więcej z (choćby) nieświadomym okrucieństwem.

Ponadto zwierzęta domowe są nieuświadomionym zagrożeniem dla ich właścicieli - poprzez choroby odzwierzęce, pasożyty, obniżenie higieny mieszkań, w których przebywają zwierzęta domowe. Zwierzęta domowe to uciążliwi sąsiedzi - hałasują (zamiast np. głośnego psa taniej i skuteczniej jest zamontować alarm z nadzorem ekipy interwencyjnej agencji ochrony mienia), zanieczyszczają otoczenie (poprzez np. odchody, niszcząc zieleń, skażając piaskownice). Wreszcie, cała ta armia zwierząt domowych w charakterze maskotek zjada gigantyczną ilość pożywienia - podczas gdy wiele ludzi umiera z głodu, z braku nawet miseczki ryżu dziennie..."POSIADANIE" ZWIERZĘCIA DOMOWEGO NIE JEST PRZEJAWEM "MIŁOŚCI" DO ZWIERZĄT, A RACZEJ INSTRUMENTALNEGO TRAKTOWANIA ZWIERZĘCIA - JAK ZABAWKĘ, MASKOTKĘ...

FRONT WYZWOLENIA ZWIERZĄT - niezależny ruch obrońców zwierząt od 1988 r - CELE DZIAŁALNOŚCI www.fwz.jawsieci.pl/naszecele-szacunek/index.htm

Szacunek dla innych - Indywidualność - Wszyscy jesteśmy wartościowi

Żyjemy na świecie i należy szanować nasze prawa do życia. To nie jest egoistyczny, jednostronny pogląd. Należą się nam prawa, nie dlatego, bo je sobie zdobyliśmy w walce z innymi, ale dlatego, że pojawiając się na świecie jesteśmy jego równorzędnymi, pełnoprawnymi uczestnikami. Jest to postawa uniwersalna i biorąc ją osobiście pod uwagę, nie można też odmówić praw innym, dlatego dla wszystkich broniących swoich własnych praw szacunek wobec praw innych narzuca się sam. Wszyscy mamy prawo do życia, własnej indywidualności, którą należy szanować. Jest nam obcy szowinizm i każda ideologia siejąca nienawiść jednej grupy wobec drugiej. Cenimy wartość indywidualności, każdego poszczególnego istnienia. Jeśli nie jesteśmy zmuszeni bronić się przed atakiem, nie musimy krzywdzić - krzywdzenie jest często kaprysem, nieczułością lub niewiedzą. Nie musimy i nie powinniśmy. Żyjmy i pozwólmy żyć innym!

Współodczuwanie - Zwierzęta są naszymi partnerami

Troska o prawa zwierząt, w sytuacji kiedy zwierzęta są przez ludzi tak okrutnie eksploatowane, jest właściwą postawą dla człowieka. Jest to przykra prawda, ale spośród istot żyjących na naszej planecie człowiek stał się najbezwzględniejszym zabójcą, zagrażającym całemu swojemu otoczeniu. Nie zawsze tak było. Ludzie skupiając się w coraz większych osadach oddalili się od zwierząt. Kiedy najczęściej spotyka się je zamknięte w zoo, w konserwie mięsnej, w domu jako całkowicie oddaną i bezwolną istotę, nie trudno jest uprzedmiotowić w sobie zwierzęta i znieczulić się na ich los. Jednak należy stać na straży praw zwierząt, broniąc życiowej idei szacunku wobec życia. Jeżeli akceptuje sie łamanie czyichś praw przez innych, jednocześnie przyzwala się na szkodzenie przez innych samym sobie. Prawo do własnego życia nie jest wybiórcze, a tym bardziej to nie akurat ludzie o nim decydują. Wszyscy jesteśmy za siebie odpowiedzialni!

(poniższy tekst nadesłał: Radek e-mail: festiwalmilosci@interia.pl, www: www.festiwalmilosci.w.interia.pl www.astrologia1.w.interia.pl www.strony.wp.pl/wp/festiwalmilosci)

KOCHAJCIE ZWIERZĘTA !!!

LUDZI MOŻNA PODZIELIĆ NA DWIE KATEGORIE,

TYCH, CO KOCHAJĄ ZWIERZĘTA I TYCH,

KTÓRZY UCZĄ SIĘ MIŁOŚCI DO ZWIERZĄT.

INNYCH WŚRÓD LUDZI NIE MA.

ZWIERZĘTA SĄ ISTOTAMI ŻYJĄCYMI TAK JAK MY. ZWIERZĘTA SĄ ISTOTAMI MYŚLĄCYMI I CZUJĄCYMI, TAK JAK MY. ONE SĄ NASZYMI PRZYJACIÓŁMI. TOWARZYSZĄ NAM W NASZYM ŻYCIU. SĄ PO TO ABYŚMY JE KOCHALI, TROSZCZYLI SIĘ O NIE, OPIEKOWALI SIĘ NIMI.

ŻADNE ZWIERZĘ NIE JEST WŁASNOŚCIĄ ŻADNEGO CZŁOWIEKA. ZWIERZĘ NIE JEST RZECZĄ, KTÓRĄ MOŻNA SPRZEDAWAĆ I KUPOWAĆ. BO PRZYJACIELA NIE KUPUJE SIĘ I NIE SPRZEDAJE.

ZWIERZĘTA ZE SWOJEJ NATURY, TO ISTOTY STWORZONE DO ŻYCIA NA WOLNOŚCI. WYSTARCZY JE WNIKLIWIE OBSERWOWAĆ, A MOŻNA NAUCZYĆ SIĘ OD NICH MIŁOŚCI, WOLNOŚCI (PTAKI), PRZYJAŹNI, WIERNOŚCI I BEZINTERESOWNOŚCI (PSY), SZACUNKU I TOLERANCJI. ZWIERZĘTA NIE WALCZĄ MIĘDZY SOBĄ Z POWODU RÓŻNICY POGLĄDÓW, TAK JAK ROBIĄ TO LUDZIE. OD ZWIERZĄT MOŻEMY NAUCZYĆ SIĘ WSPÓŁPRACY I WSPÓŁDZIAŁANIA. ONE ŻYJĄ W GRUPACH I POMAGAJĄ SOBIE WZAJEMNIE - MRÓWKI, PSZCZOŁY, DELFINY, PTAKI.

TEN, KTO KOCHA ZWIERZĘTA :

  • NIE ZABIJA ZWIERZĄT
  • NIE ZJADA CIAŁ ZABITYCH ZWIERZĄT (NAZYWANYCH MIĘSEM )
  • NIE ŁOWI RYB I NIE ZJADA ICH CIAŁ (RÓWNIEŻ KARPIA NA WIGILIĘ)
  • NIE AKCEPTUJE POLOWAŃ NA ZWIERZĘTA W LASACH I NA ŁĄKACH
  • NIE UBIERA SIĘ W SKÓRY ZDARTE Z CIAŁ ZABITYCH LUB ŻYWYCH ZWIERZĄT (FUTRA, KOŻUCHY, ITP.)
  • NIE ZGADZA SIĘ NA SZTUCZNE ROZMNAŻANIE ZWIERZĄT (NP. INSEMINACJA KRÓW) W CELU ZJADANIA CIAŁ ICH DZIECI PRZEZ LUDZI (CIELĘCINA, KURCZAKI, ITP.)
  • NIE PRZYCZYNIA SIĘ DO ICH CIERPIENIA (PSYCHICZNE ZNĘCANIE SIĘ, BICIE, GŁODZENIE, ITP.)
  • NIE UCZESTNICZY W WIDOWISKACH Z UDZIAŁEM ZWIERZĄT :

- WALKI CZŁOWIEKA ZE ZWIERZĘCIEM - CORRIDA ITP.

- WALKI ZWIERZĄT MIĘDZY SOBĄ - WALKI KOGUTÓW, WALKI PSÓW ITP.

- RYWALIZACJA Z UDZIAŁEM ZWIERZĄT - WYŚCIGI KONNE, WYŚCIGI PSÓW NA TORZE (HAZARD) WYŚCIGI PSICH ZAPRZĘGÓW, WYSTAWY PSÓW RASOWYCH ITP.

- PRZEDSTAWIENIA ,, ROZRYWKOWE ''Z UDZIAŁEM ZWIERZĄT - CYRKI ITP.

  • NIE ODWIEDZA WIĘZIEŃ DLA ZWIERZĄT - NAZYWANYCH OGRODAMI ZOOLOGICZNYMI
  • NIE WIĘZI ZWIERZĄT W KLATKACH, AKWARIACH I TERRARIACH
  • NIE TRZYMA ZWIERZĄT NA UWIĘZI
  • NIE KUPUJE I NIE SPRZEDAJE ZWIERZĄT W SKLEPACH ZOOLOGICZNYCH I W SKLEPACH RYBNYCH
  • NIE CZERPIE ZYSKÓW Z WYKORZYSTYWANIA ZWIERZĄT
  • NIE ZGADZA SIĘ NA PRZEPROWADZANIE NA ICH CIAŁACH EKSPERYMENTÓW GENETYCZNYCH
  • NIE ZGADZA SIĘ NA PRZEPROWADZANIE EKSPERYMENTÓW MEDYCZNYCH NA CIAŁACH ZWIERZĄT
  • NIE ZGADZA SIĘ NA TESTOWANIE KOSMETYKÓW I LEKÓW NA CIAŁACH ZWIERZĄT I NIE KUPUJE TAKICH PRODUKTÓW
  • NIE DOKONUJE WIWISEKCJI (OPERACJA NA CIELE ŻYWEGO ZWIERZĘCIA W CELACH DOŚWIADCZALNYCH)
  • NIE DOKARMIA ZWIERZĄT POKARMEM DLA LUDZI - ZWŁASZCZA KACZKI I ŁABĘDZIE (ODUCZONE SAMODZIELNEGO ZDOBYWANIA POKARMU, NIE ODLATUJĄ DO CIEPŁYCH KRAJÓW I GINĄ ZAMARZNIĘTE W LODZIE) - albo dokarmia je konsekwentnie, szczególnie jak w powyższym przypadku gdy pełnią rolę "parkowych maskotek" www.zieloni.w.pl
  • NIE AKCEPTUJE PRZYMUSOWEGO PRZESIEDLANIA ZWIERZĄT NA INNE TERENY - chyba że przywraca to równowagę ekologiczną - uzasadnienie poniżej- www.zieloni.w.pl
  • NIE PODEJMUJE PRACY TAM GDZIE KRZYWDZI SIĘ ZWIERZĘTA, ZABIJA, HANDLUJE ZWIERZĘTAMI LUB WYROBAMI WYKONANYMI Z CIAŁ ZWIERZĄT
  • NIE STOSUJE SZTUCZNYCH PREPARATÓW PRZY LECZENIU ZWIERZĄT
  • NIE WYPALA WIOSNĄ TRAW, PONIEWAŻ W OGNIU GINĄ MAŁE ZWIERZĘTA, KTÓRE NIE MOGĄ UCIEC + zanieczyszczenie powietrza, efekt cieplarniany, marnowanie biomasy która może służyć do opału - www.zieloni.w.pl
  • NIE ZABIJA OWADÓW - MOTYLE, MUCHY, KOMARY, MRÓWKI ITP. - tutaj akurat sie nie zgodzę - uważam że nie można pozwalać na niekontrolowany przerost populacji - dotyczy to każdego gatunku i katastrofy ekologicznej. Równowaga w przyrodzie została zakłócona i występowanie w nadmiarze gatunków, które np. pożywienie odnajdują w otoczeniu człowieka, często w sposób przez nas niezamierzony jak np. żywiąc się odpadkami i roznosząc np. choroby w sposób jak najbardziej naturalny powoduje reakcje obronne naszego gatunku. Ewolucja przebiega w kierunku zastępowania nietrwałych i podatnych na katastrofy ekologiczne i zachwiania równowagi relacji pomiędzy gatunkami jak np. drapieżnictwo, pasożytnictwo trwalszymi i budującymi harmonijna koegzystencję gatunków relacji symbiozy - współistnienia z wzajemnymi korzyściami. Wiele gatunków jak np. drapieżniki jak wilki itp. znikają nie tylko z powodu prześladowań człowieka, lecz przede wszystkim z powodu braku bazy pokarmowej oraz kurczenia się miejsca do życia. Najbardziej prawdopodobna teoria wyginięcia dinozaurów jako przyczynę podaję właśnie brak pokarmu (nadmiar roślinnych dinozaurów zjadał po prostu szatę roślinna szybciej niż była się w stanie odtwarzać, a zmniejszenie ilości roślin doprowadziło także do braku tlenu, wzrostu ilości dwutlenku węgla, ocieplenia, suszy (dalsza zagłada roślin) potem oziemnienia (wtórna epoka lodowcowa). Dzisiaj nikt rozsądny nie będzie mówił o "przywróceniu dinozaurów w naturalnym środowisku" (nie ma dla nich miejsca, ich rola jest niepotrzebna), tak samo ostrożnie należy podchodzić do przywracania innych gatunków (głównie ze względu na to, że w środowisku brak dla nich odpowiedniego miejsca - np. nikt nie chciałby chyba ze strachem wchodzić do osiedlowego lasu zamieszkałego przez wilka który nie może w nim nic upolować), zresztą także gatunki roślinożerne mogą w nieodpowiednim terenie spowodować katastrofę ekologiczna z braku pokarmu - np. żubry, sarny w wątłym lesie, bobry w nieodpowiednim terenie. Z drugiej strony współczesna cywilizacja utrzymuje stada udomowionych zwierząt, które stanowią poważne i często szkodliwe obciążenie dla środowiska (np. nadmierny wypas bydła na sawannach powoduje pustynnienie, stada domowych psów i kotów pochłaniają masę pokarmu i produkują wiele zanieczyszczeń, z siedliskami ludzi związane są np. szczury, muchy, komary...- www.zieloni.w.pl
  • NIE ZBIERA I NIE SPRZEDAJE W PUNKTACH SKUPU ŚLIMAKÓW
  • NIE NISZCZY I NIE ZJADA ZARODKÓW ŻYCIA - JAJKA, IKRA ITP.
  • NIE ZASTAWIA POTRZASKÓW I NIE WYKŁADA TRUTEK NA ZWIERZĘTA - MYSZY, SZCZURY, KRETY ITP.
  • NIE NISZCZY GNIAZD PTAKÓW, OS, PSZCZÓŁ, CHRABĄSZCZY, SZERSZENI ITP.
  • NIE ZAPOBIEGA SZTUCZNIE ROZMNAŻANIU SIĘ ZWIERZĄT - SUKI - tutaj akurat sie nie zgodzę - uważam że nie można pozwalać na niekontrolowane rozmnażanie sie zwierząt domowych - prowadzi to do przerostu populacji - dotyczy to każdego gatunku i katastrofy ekologicznej. Np. sterylizacja (mimo wszystko jest to forma okaleczenia) bądź lepiej antykoncepcja bezdomnych psów i kotów jest najlepszą metodą zapobiegania tworzenia stad bezdomnych psów i kotów, i jest polecana i stosowana przez organizacje praw zwierząt prowadzących np. schroniska, o ile pozwalają na to środki finansowe - www.zieloni.w.pl
  • NIE WYTWARZA HAŁASU, KTÓRY PŁOSZY ZWIERZĘTA
  • NIE ZAGRADZA ZWIERZĘTOM ICH DRÓG PRZEMIESZCZANIA SIĘ NA INNE TERENY I DO WODY
  • NIE UZALEŻNIA ZWIERZĄT OD SIEBIE
  • NIE ZATRUWA POWIETRZA, WODY I GLEBY, PONIEWAŻ TO JEST POWODEM CHORÓB I ŚMIERCI ZWIERZĄT.

Z TEGO ZESTAWU NEGATYWNYCH DZIAŁAŃ LUDZI WYNIKA, JAK LUDZIE POTRAFIĄ BYĆ OKRUTNI DLA ZWIERZĄT. ŚRODOWISKO NATURALNE JEST JUŻ TAK ZANIECZYSZCZONE, ŻE ZWIERZĘTA TRACĄ INSTYNKT SAMOZACHOWAWCZY . PTAKI TRACĄ ORIENTACJĘ W TERENIE I NIE ODLATUJĄ DO CIEPŁYCH KRAJÓW A WIOSNĄ NIE MOGĄ TU POWRÓCIĆ (NP. BOCIANY). WIELE ZWIERZĄT POPEŁNIA ZBIOROWE SAMOBÓJSTWO (DELFINY I ORKI), PONIEWAŻ NIE CHCĄ JUŻ ŻYĆ NA TAK ZATRUTEJ PLANECIE. - także brak pokarmu www.zieloni.w.pl

ZAUWAŻ, ŻE WYSTARCZY POWSTRZYMAĆ SIĘ OD CZYNIENIA ZŁA A DOBRO POJAWIA SIĘ SAMOCZYNNIE - przynajmniej w naszym życiu www.zieloni.w.pl. CZYŻ TO NIE WSPANIAŁE ?! ZAUWAŻ, ŻE CI, KTÓRZY POWSTRZYMUJĄ SIĘ OD CZYNIENIA ZŁA ZWIERZĘTOM, POWSTRZYMUJĄ SIĘ JEDNOCZEŚNIE OD WYRZĄDZANIA ZŁA SOBIE, INNYM LUDZIOM I ZIEMI. ZAUWAŻ JAK WSZYSTKO JEST ZE SOBĄ POWIĄZANE. JAK WSZYSTKO NAWZAJEM NA SIEBIE ODDZIAŁUJE.

ZAUWAŻ, JAKA JEST WSPÓŁZALEŻNOŚĆ:

NISZCZĄC ŚRODOWISKO NATURALNE NISZCZĘ SIEBIE.

CHRONIĄC ŚRODOWISKO NATURALNE CHRONIĘ SIEBIE.

CI, KTÓRZY KOCHAJĄ ZWIERZĘTA, KOCHAJĄ WSZYSTKICH LUDZI. KOCHAJĄ WSZYSTKO, CO ISTNIEJE WE WSZECHŚWIECIE. BO TEGO ODDZIELIĆ SIĘ NIE DA. BO MIŁOŚĆ JEST NIEPODZIELNA. BO MIŁOŚĆ JEST JEDNOŚCIĄ.

PRZESTAŃMY INGEROWAĆ W ŚWIAT ZWIERZĄT !!!

POMOC ZWIERZĘTOM, JEST UZASADNIONA TYLKO W SYTUACJACH NADZWYCZAJNYCH NP. KLĘSKA ŻYWIOŁOWA, ZŁAMANIE NOGI LUB SKRZYDŁA, ŚMIERĆ MATKI, GDY MAŁE ZWIERZE NIE POTRAFI JESZCZE SAMODZIELNIE ZDOBYWAĆ POŻYWIENIA. BO UZALEŻNIANIE ZWIERZĄT OD LUDZI NIE JEST MIŁOŚCIĄ DO ZWIERZĄT. ZWIERZĘTOM NALEŻY POMAGAĆ W TAKI SPOSÓB, ABY NIE ZATRACIŁY INSTYNKTU SAMOZACHOWAWCZEGO.

TEN, KTO KOCHA ZWIERZĘTA NIE POZOSTAJE BIERNY WOBEC CIERPIENIA I ZABIJANIA ZWIERZĄT. AKTYWNIE WŁĄCZĄ SIĘ DO RUCHU OBROŃCÓW PRAW ZWIERZĄT. BO MIŁOŚĆ DO ZWIERZĄT OKAZUJE SIĘ CZYNAMI. BO MIŁOŚĆ DO ZWIERZĄT, TO BEZINTERESOWNE CZYNIENIE DOBRA. A RAZEM MOŻNA ZDZIAŁAĆ WIĘCEJ.

CI, KTÓRZY KOCHACIE ZWIERZĘTA JEDNOCZCIE SIĘ !!!

MIŁOŚĆ DO ZWIERZĄT, TO WSPÓŁPRACA LUDZI NA RZECZ DOBRA ZWIERZĄT. NASZ STOSUNEK DO ZWIERZĄT JEST MIARĄ NASZEGO CZŁOWIECZEŃSTWA. CI, CO NIE ZJADAJĄ CIAŁ ZWIERZĄT, WYSZLI JUŻ Z EPOKI KANIBALIZMU. ONI ODNALEŹLI JUŻ W SOBIE I W INNYCH PIĘKNO. POTRAFIĄ DOSTRZEC PIĘKNO WE WSZYSTKIM, CO ŻYJE I NIE NISZCZĄ TEGO.

LUDZIE I ZWIERZĘTA MAJĄ TAKIE SAME PRAWA I PODLEGAJĄ TAKIM SAMYM PRAWOM NATURY. SĄ CZĘŚCIĄ JEDNEJ CAŁOŚCI.

LUDZIE I ZWIERZĘTA SĄ SOBIE RÓWNI !!!

NIE KRZYWDŹ !!!

NIE ZGADZAJ SIĘ, ABY INNI KRZYWDZILI DLA CIEBIE !!!

NIE ZABIJAJ !!!

NIE ZGADZAJ SIĘ, ABY INNI ZABIJALI DLA CIEBIE !!!

PRZYJACIEL NIE ZJADA CIAŁA SWOJEGO PRZYJACIELA. ZWIERZĘTA MAJĄ PRAWO UMIERAĆ W SPOSÓB NATURALNY. OTWÓRZ SWOJE SERCE DLA ZWIERZĄT. OKAŻ IM WSPÓŁCZUCIE. W TEN SPOSÓB ZROBISZ COŚ DOBREGO DLA SIEBIE I DLA ZIEMI. OKAZANA MIŁOŚĆ POWRÓCI DO CIEBIE ZE ZDWOJONĄ SIŁĄ.

POWRÓĆMY DO ŻYCIA W HARMONII

ZE ZWIERZĘTAMI I CAŁĄ PRZYRODĄ !!!

TEN, KTO KOCHA ZWIERZĘTA POZWALA IM ŻYĆ NA WOLNOŚCI W ICH NATURALNYCH WARUNKACH. BO MIŁOŚĆ TO DAWANIE WOLNOŚCI WYBORU INNEJ ISTOCIE. TO RESPEKTOWANIE WOLNEJ WOLI INNEJ ISTOTY. UPOMNIJ SIĘ O PRAWO DO ŻYCIA I PRAWO DO WOLNOŚCI DLA ZWIERZĄT.

WOLNOŚĆ DLA ZWIERZĄT !!!

ZWIERZĘ OBDARZONE MIŁOŚCIĄ PRZEZ SWOJEGO OPIEKUNA LUB INNYCH LUDZI, ODWZAJEMNIA SIĘ TYM SAMYM. ŻADNE ZWIERZĘ NIE SKRZYWDZI CZŁOWIEKA KOCHAJĄCEGO ZWIERZĘTA.

KOCHAJCIE ZWIERZĘTA !!!

MYŚLĘ I CZUJĘ A WIĘC ISTNIEJĘ - RADEK e-mail: festiwalmilosci@interia.pl

ZOBACZ TAKŻE:

www.cyrk.prv.pl

www.empatia.pl

www.fwz.jawsieci.pl

www.viva.org.pl

www.animal-liberation.pl

www.klubgaja.pl

www.wataha.cad.pl

www.wolfpunk.most.org.pl

www.peta.org

www.onlyonesolution.4t.com

www.onlyonesolution.5u.com

www.wegetarianski.pl

www.vege.pl

www.viva.pl

www.milfsuck.org/

(zdjęcie ze strony www.pcsa.pl/relax)

Pies i paragraf Motywy trzymania psa przez człowieka bywają różne, tak różne jak korzyści, jakie człowiekowi może dawać pies. www.kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1128575 www.mowiawieki.pl

(...) trudno oszacować wpływ psów na rozwój gospodarczy kraju, ale wygląda na to, że w grę wchodzą sumy naprawdę niebagatelne. Wiadomo np., że Francuzi w ciągu roku wydają więcej na karmę dla psów i psie akcesoria niż na własną edukację. W Polsce utrzymanie psa kosztuje co najmniej 100 zł miesięcznie. Według szacunków psy rocznie "uruchamiają" w gospodarce 6 mld zł! To niebagatelny z punktu widzenia państwa, a mierzony w pieniądzu efekt ludzkiej miłości do zwierzęcia. W tej sytuacji łatwo zaakceptować opinię, że dzięki psom istnieje ok. 60 tys. miejsc pracy związanych z produkcją żywności, rozmaitych gadżetów, zwierzęcą medycyną, tresurą, ekspozycjami itd. Który minister finansów uzna to za rzecz bez znaczenia?

Tysiące lat współżycia z człowiekiem przyniosły psu więcej strat niż korzyści. Zwierzę w wyniku ograniczeń hodowlanych utraciło cechy, które ułatwiały samodzielne funkcjonowanie w naturze. Za to zachowało i rozwinęło cechy przydatne dla człowieka. Użyteczny dla ludzi pies uzyskiwał prawo do życia wśród nich, a jako towarzysz ludzkiej społeczności stał się przedmiotem rozmaitych rozstrzygnięć prawnych. Choć dopiero od XIX stulecia pojawiła się tendencja do ograniczenia populacji tych zwierząt, zwłaszcza w środowisku miejskim, to przez wieki współegzystencji niemal każda dziedzina prawa, może oprócz małżeńskiego, okazywała zainteresowanie psem. W sprawie psów wydano tysiące norm. Współczesne psie prawo to przepisy dwojakiego rodzaju: porządkowe oraz finansowe. Pierwsze zmierzają do zapewnienia ludziom ochrony przed zwierzętami oraz ochrony samych zwierząt przed ludźmi - są to normy administracyjne, sanitarne i karne. Druga grupa to przepisy nakładające na właścicieli psów rozmaite ciężary finansowe. Obie grupy norm powstawały równolegle. Z jednej bowiem strony posiadanie psów od dawna było przede wszystkim przywilejem elit, zainteresowanych w związku z tym szczególną ochroną zwierzęcia. Równocześnie ci sami ludzie czuli się odpowiedzialni za spokój i bezpieczeństwo w większych skupiskach poddanych. Toteż i z tego powodu korzystanie z psa musiało podlegać rozmaitym ograniczeniom. Posiadanie psa wiązało się też z koniecznością ponoszenia znacznych wydatków. Zrozumiałe zatem było odwoływanie się do kiesy pospólstwa. Na ludność przerzucano przynajmniej część ciężarów związanych z utrzymaniem pańskiej psiarni. W okresie prywatyzacji władzy publicznej w Europie poddani musieli dostarczać pańskim psom karmy, a także sprawować nad nimi opiekę, gdy sfora nie była używana do polowań. Był to znaczny ciężar, zwłaszcza że psy potrzebują kalorycznej strawy, a np. w XVIII wieku sfora króla Augusta II liczyła 1000 psów. Dziś nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, jak olbrzymia konkurencja do jadła występowała w późnym średniowieczu, gdy żołądka nie można było zapchać ani świnki utuczyć nieznanymi jeszcze ziemniakami. Łój i owies przeznaczony dla psów nie trafiał w konsekwencji na stół wiecznie głodnego chłopstwa.

Prawo do trzymania psów i polowania z nimi przysługiwało tylko monarchom i szlachcie. Wieśniakom nie było wolno w tej sferze konkurować ze szlachetnie urodzonymi. Ograniczano przeto uprawianie kłusownictwa przez obcinanie wiejskim psom palców, podcinanie ścięgien, co skutecznie uniemożliwiało im szybsze poruszanie się. Niekiedy w tym samym celu zawiązywano psu na szyi kołek (taki nakaz dla psów chłopskich wydał król Francji Franciszek I) lub pozbawiano zwierzę ogona, co znacznie zmniejszało niezbędną do skutecznego kłusowania zwrotność.

Odwieczny problem stanowiła i stanowi obecność psów w miastach. Postęp cywilizacyjny niósł ze sobą ograniczenie miejskiej przestrzeni i równoczesną konieczność rozszerzenia ingerencji prawodawczej tak, by dokładnie opisać wszystkie sfery ludzkiej aktywności na tym obszarze. Status psa u boku mieszkańca miasta, początkowo kształtowany li tylko drogą zwyczaju, zaczął być określany również za pomocą prawa stanowionego. Zmieniła się też funkcja czworonoga. O polowaniu nie było już mowy, wszak pies w mieście to przede wszystkim stróż mienia, pieszczoch-maskotka i czyściciel ulic. Obcy na wsi jest rzadkością, a w mieście przeciwnie, ciągle ktoś kręci się przed psim nosem. Dlatego do najstarszych norm związanych z funkcjonowaniem psa w społeczności miejskiej należą przepisy chroniące człowieka przed psem i vice versa.

Z pochodzącego z czternastowiecznego zbioru prawa chełmińskiego artykułu "O złych psach" dowiadujemy się o obowiązku zachowania odpowiednich środków ostrożności przez osobę trzymającą niebezpieczne psy: Gdy jakiś człowiek mieszkający w mieście trzyma złe psy, taki mieszczanin, lub ktokolwiek by to był, winien złe psy w dzień trzymać na łańcuchu lub w miejscu zamkniętym, by nie napadały na ludzi lub ich dzieci. Jeśli bowiem te psy kogoś napadną, wówczas ich gospodarz winien szkodę wynagrodzić. A jeśli ktoś wskutek pogryzienia przez psa umrze, wówczas główszczyznę [karę finansową za spowodowanie śmierci - przyp. red.] zapłaci w całości wraz z karami wójtowskimi. Wedle prawa magdeburskiego nie ponosi się odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez psa, gdy przyczynił się do niej sam pokrzywdzony: jeśli je chowa na miejscu pospolitym, kędy ludzie chodzą, a obrazi kogo, powinien ten, kto je chowa, płacić. A jeśli je chowa na miejscu osobnym, iżby kto nie mając tam co czynić, szedł tam, a wziął obrazę, pan onego źwierzcia nie powinien tym obyczajem płacić.

Z drugiej strony zalety psów zapewniały im pewną ochronę. Jej wyrazem jest pogarda dla funkcjonariusza miejskiego chwytającego i zabijającego wałęsające się psy, a także obserwowany w polskich miastach zwyczaj pozbawiania prawa wykonywania zawodu rzemieślnika, który zabił psa: rzemięsłnicy [...] tego, który w obronie swojej szkody psa lub kotkę zabije, karzą niepobożnie: rzemiosło mu odejmą, i nie będą go między sobą cierpieć, jakoby jakiego bezecnego człowieka. Zwyczaj ten zniosły wydawane w miastach przepisy, że za zabicie psa należy się właścicielowi godziwe odszkodowanie, i to jedynie wtedy, gdy psa zabito bez powodu. Rozpoznawano to, badając rany na ciele. Rana w przedniej łapie lub barku wskazywała na cel obronny, zaś umyślne zabicie psa poznać może: to jest jeśli w zad ranił. Bo to już znak jest niejaki, iż uciekającego, a nie szkodzącego uderzył. Ochroną objęto psy użytkowe, jedynie dla nich określając stawki należnego właścicielom odszkodowania: pies, który jest stróż domowy, i pies, co przy pasterzu chodzi, owiec strzeże, trzema solidy bywa płacon.

(...) W hierarchii społeczeństwa feudalnego pański pies bardzo długo znajdował się na wyższym szczeblu niż poddany czy służący. Ci ostatni należeli się panu z mocy prawa boskiego i ludzkiego, a psa trzeba było kupić, płacąc zań często wysoką cenę! Z tego powodu także wśród psów istniała hierarchia odpowiadająca ludzkiej, z wyraźnymi zewnętrznymi atrybutami pozycji. Angielska arystokracja dzieliła swoje sfory na psy dworskie, które nosiły złote obroże, przyboczne - z obrożą srebrną, i "zwyczajne", którym co najwyżej wyściełano obrożę szlachetną tkaniną. Pies był atrybutem przynależności do wyższego stanu, dowodem pozycji pana, niezbędnym wręcz dla realizacji społecznej funkcji. Podatek od posiadania psów mógł się zatem pojawić dopiero po likwidacji stosunków feudalnych. Podatek od psów narodził się w Anglii w drugiej połowie XVIII wieku. To zrozumiałe, skoro właśnie tu rozpoczął się przewrót przemysłowy prowadzący do zaawansowanej urbanizacji. Początkowo opodatkowanie psów wiązało się z opodatkowaniem innych przedmiotów luksusu: trzymania służącego (1775), następnie także służącej, powozów, karet, koni wierzchowych i cugantów (1785), a w końcu koni, mułów roboczych i zegarów (1797). Swój podatkowy wynalazek Anglicy wprowadzili w całym Imperium Brytyjskim, nie zawsze kierując się przy tym zdrowym rozsądkiem. Mania urządzania świata według obrazu wymyślonego w metropolii mogła się skończyć tragicznie. Wprowadzenie podatku od psów doprowadziło nawet do lokalnych wojen. W Nowej Zelandii, gdzie Maorysi byli wolni od europejskich ciężarów, wprowadzono go w 1896 roku. Bezwzględna egzekucja należności doprowadziła dwa lata później do otwartego buntu. Przeciwko niepokornym wysłano wojsko uzbrojone w karabiny maszynowe i artylerię oraz okręty wojenne. Na szczęście nie doszło do walk, a konflikt zakończyło uwięzienie przywódców "rebelii". Kolejną, tym razem krwawą, wojnę wywołał psi podatek na terenie dzisiejszej Namibii (1922). Do walki z przeciwstawiającymi się ciężarowi tubylcami, którym psy tradycyjnie służyły do polowań, użyto nawet lotnictwa, a liczba śmiertelnych ofiar według różnych źródeł przekroczyła 100 osób.

W Europie kontynentalnej podatek pojawił się niewiele później niż w Anglii wraz z koncepcją państwa policyjnego i nieco romantyczną wizją skarbowości państwa, gdy oświeceni absolutni monarchowie czuli się upoważnieni ingerować w życie jeszcze nie obywateli, lecz tylko poddanych. W Prusach (w tym na dawnych ziemiach Rzeczypospolitej) wprowadzono go w 1810 roku, ale w ograniczonym zakresie. Wiązało się to z romantyczną wizją współpracy poddanego z państwem, przewidującą m.in. obowiązek aktywniejszego udziału zamożnych członków społeczeństwa w kosztach jego utrzymania, w myśl zasady: Man soll dem Staat die Steuern zahlen, wie man einer Geliebten Geschenke darbringt (Podatki należy płacić tak chętnie, jak by się dawało prezent ukochanej). Zresztą początkowo opodatkowanie wszystkiego, co nosiło jakiekolwiek znamiona luksusu, nie budziło zastrzeżeń poddanych, skoro miało prowadzić do ratowania i naprawy państwa po napoleońskiej katastrofie.

Chłop, już wolny, płacił podatki związane z posiadanym gospodarstwem i był zobowiązany do służby wojskowej. Szlachtę obciążał obowiązek i przywilej służby publicznej. Mieszczanie zaś mieli dbać o rozwój produkcji nierolniczej. Jednak w miastach usadowiła się także arystokracja i drobniejsza szlachta, której tryb życia zamożniejsi mieszczanie naśladowali. I właśnie sfera wystawności została uznana, przy społecznej akceptacji, za obszar dodatkowej eksploatacji podatkowej. Świadczenia obciążały posiadaczy rzeczy niepotrzebnych do pełnienia funkcji społecznej, jaką poszczególnym grupom przypisało państwo. Podatku od psów nie nałożono więc na wszystkich, którzy je trzymali. Nie obowiązywał na wsi, gdzie ewentualny podatnik, pan, dysponował przywilejem łowieckim, do korzystania z którego niezbędne było posiadanie psa. Szlacheckiego psa nie opodatkowano, co rodziło spory z chwilą, gdy z rozmaitych powodów trafił do miasta, w którym przywilej wolności podatkowej mu nie przysługiwał. Z tego powodu w 1847 roku wybuchł głośny spór baronowej Bettiny von Arnim z władzami Berlina o przywiezionego do pruskiej stolicy pudla. Po długim postępowaniu baronową skazano na dwa tygodnie więzienia, co było najwyższą karą dopuszczalną dla szlachetnie urodzonych. Jednak, jak się zdaje, w tle sporu krył się nie tyle pies, ile silne po dziś dzień, z rzadka osłabiane rozstrzygnięciami sądowymi, przekonanie administracji, że to jej autorytet, a nie racjonalna obsługa społeczeństwa, jest wartością nadrzędną.

Między rządem a samorządem

Podatek od psów wprowadzono w celu wzmocnienia skarbu publicznego. Współcześni nazywali go nawet "opłatą za przyjemności". Na taką jego funkcję wskazywały również zwolnienia podatkowe dotyczące psów pasterskich, trzymanych w związku z wykonywanym zawodem lub wykorzystywanych do pilnowania gospodarstw chłopskich. W okresie urbanizacji Europy, wraz ze znaczącym wzrostem liczby mieszkańców miast, państwo zaczęło sięgać m.in. po finansowe narzędzia mające służyć ograniczaniu liczby trzymanych w miastach psów.

W średniowieczu psy stały się nieodłącznym elementem miejskiego krajobrazu. Nieznany malarz niderlandzki umieścił je na obrazie przedstawiającym giełdę tkanin w Hertogenbosh, ok. 1530 roku

Ostatecznie podatek zmienił swój charakter i funkcję. Mimo że wciąż, także dziś, formalnie ma charakter podatku od luksusu, to u schyłku XIX wieku stał się świadczeniem, z którym wiązano funkcje nie tyle skarbowe, ile sanitarno-policyjne. Administracyjny charakter opodatkowania psów wyraźnie cechuje podatek wprowadzony w 1897 roku w carskiej Rosji. Z zasady przewidziano dobrowolność ustanowienia tego ciężaru, przyznając władzom samorządowym prawo rozstrzygania o skorzystaniu z tej możliwości. Ale swoboda była w praktyce dość ograniczona. Znakomitą ilustracją obowiązującego na przełomie stulecia rozumienia "swobody" samorządowej decyzji są dzieje tego podatku w Łodzi.

Magistrat łódzki nie chciał nakładać dodatkowego ciężaru na mieszkańców miasta i prowadził w tej materii korespondencję z gubernatorem piotrkowskim. Po gubernatorskim upomnieniu w 1900 roku i kolejnych pismach zdecydowanie przynaglających do wprowadzenia podatku w łódzkim magistracie przeprowadzono symulację, z której wynikało, że do ściągania podatku należałoby zatrudnić 5 osób, co kosztowałoby 3,8 tys. rubli rocznie. Tymczasem wpływy byłyby znacznie niższe. Po dalszej wymianie korespondencji gubernator zażądał niezwłocznego wprowadzenia odpowiednich przepisów. Odrzucenie argumentów łódzkiego samorządu uzasadniał tym, że podatek taki od dawna skutecznie funkcjonuje w Warszawie, wprowadziło go wiele innych miast guberni, a w końcu ma on cel nie tylko fiskalny, ale przede wszystkim "policyjny". Ma wpłynąć na zmniejszenie liczby psów, a przeto na poprawę stanu sanitarnego. Wątpliwości co do dochodowości podatku od psów zdają się potwierdzać kłopoty lubelskiego magistratu, który przez parę lat zabiegał u władz gubernialnych o akceptację "wykonania" niższych niż planowane za lata 1905-1906 dochodów z podatku od psów. Deficyt wynosił 314 rubli, ale skomplikowana procedura umorzenia niedoboru, związana z brakiem zaufania władz rządowych do samorządu, została zakończona decyzją generała-gubernatora warszawskiego dopiero w 1909 roku.

Podatek od psa, tak jak każdy inny, musi pełnić określoną funkcję. Jeśli się jej nie wskaże, ciężar traci rację bytu, stąd zrozumiała skłonność prawodawcy do wyszukiwania rozmaitych funkcji społecznych, jakie dawałoby się z podatkiem związać.

Obciążenie trzymających psy podatkiem próbuje się uzasadniać w rozmaity i "wszechstronny" sposób. Na pierwszy plan wysuwa się argument, że psy "paskudzą". To oczywista prawda, że załatwiają się one w miejscach publicznych, ale to samo czynią nieobciążone podatkiem konie, a także "żyjące powietrzem" koty, szczury, myszy, chomiki, świnki morskie, gołębie. Najważniejsze jednak, że według ustaleń specjalistów niemieckich nigdzie nie zatrudniono ani jednego dodatkowego funkcjonariusza miejskiego wyłącznie po to, by sprzątał psie odchody. Z finansowo-sanitarnego punktu widzenia argument jest zatem zdecydowanie chybiony, co najwyżej nadaje podatkowi charakter kary za funkcjonowanie organizmu zgodnie z naturą.

Równocześnie wskazuje się, że podatek ten służy finansowaniu schronisk dla zwierząt. To oczywista, ale powtarzana wielokrotnie z ogromną powagą bzdura. Z niewiadomych powodów szermujący tym argumentem zakładają, że troska o bezdomne psy wałęsające się po terenie gminy powinna spoczywać tylko na mieszkańcach mających psy. Dodajmy, że zróżnicowanie podatku od psów w większych miastach Niemiec nie wpłynęło wcale na zachowanie mieszkańców i nie doprowadziło do zmniejszenia liczby czworonogów. Podobnie było w Chinach, gdzie dopiero głód spowodował radykalne zmniejszenie liczby psów.

Próba przekonania, że podatek od psów ratuje gminne finanse, byłaby oczywistym nieporozumieniem. Dla przykładu, pobierany w 1908 roku w miastach Królestwa Polskiego (bez Warszawy) podatek od psów, automobilów i rowerów przyniósł 11 316 rubli wpływu. Z pozostałych podatków miasta uzyskały 2 654 020 rubli, zaś ich całkowite dochody sięgnęły 4 329 785 rubli. W roku 1921 "psie" pieniądze w województwie kieleckim stanowiły 0,1 proc. dochodów powiatów komunalnych (w większych miastach 0,39 proc.). Podatek od psów nigdy nie odgrywał znaczącej roli w systemie finansów lokalnych. Dziś jest utrzymywany głównie wskutek niekompetencji polityków szukających łatwego źródła popularności, którzy rację bytu tego ciężaru próbują uzasadnić względami pozafiskalnymi. Mówią Wieki nr 7/2003

PRODUKCJA KARMY DLA ZWIERZĄT DOMOWYCH - Z ODPADÓW... "4D - 10 ton psów i kotów tygodniowo" (tekst: http://www.kurierpodlaski.com/modules.php?name=News&file=article&sid=103

"Wśród przemielonych na pokarm dla zwierząt znalazło się też słoniątko, które zdechło w cyrku, oraz słynny Boseman - policyjny koń "zastrzelony na posterunku"

(zdjęcie ze strony www.pcsa.pl/relax)

Bestseller z połowy lat 80. czyli "Ptasiek" Williama Whartona zawiera nie tylko fascynujące opisy zwyczajów amerykańskich kanarków, ale ma też fragment poświęcony psom. Nie psie jednak, lecz zdecydowanie ludzkie zachowania są przedmiotem tego opisu. Przypomnijmy: "W miarę jak oddalamy się od domów, zaczyna nas dochodzić najobrzydliwszy smród jaki można sobie wyobrazić. (...) Za barakiem stoi coś, co przypomina gigantyczną maszynkę do mięsa, napędzaną motorem na ropę. (...) Na czubku maszyny jest wielka lejowata dziura, do której z łatwością zmieściłby się trup człowieka. Joe każe nam poznosić psy z ciężarówki. Wleczemy je w pobliże maszyny i po jednym wrzucamy w lej. (...) Dołem wychodzą cienkie strużki psiego mięsa zmieszanego z sierścią. (...) Po południu, kiedy czyścimy budę, pytam Joe'go, co oni robią z tym całym zmielonym mięsem. Joe odpowiada, że robią z niego jedzenie dla psów". Pewnie niejeden właściciel psa karmionego żarciem z puszki wzruszy ramionami, że to literatura - ekspresja obrazowania właściwa autorowi "Ptaśka". Nie da się jednak tym samym zbyć reportera "San Francisco Chronicale", który kilka lat po "Ptaśku" pisał: "Podłoga zakładu utylizacji zwierząt pokryta jest zwałami "surowego produktu" - tysiącami martwych psów i kotów; bydlęcych, owczych, świńskich i końskich głów i kopyt; całymi skunksami, szczurami i szopami, które czekają na przetworzenie. W temperaturze powyżej 30 stopni Celsjusza te stosy nieżywych zwierząt zdają się jednak żyć swoi własnym życiem za sprawą rojących się w nich milionów robaków. Dwaj mężczyźni w maskach pracują jako operatorzy miniładowarek typu Bobcat wrzucając "surowy" materiał do mającego trzy metry głębokości zbiornika, wykonanego z nierdzewnej stali. Są to pracujący na czarno Meksykanie, którzy jako jedyni zgodzili się wykonywać tę brudną pracę. Umieszczona na dnie pojemnika, gigantyczna maszynka do mięsa zaczyna się obracać. Dźwięk pękających kości i miażdżonego mięsa zamienia się w koszmar, którego nie da się zapomnieć" (tłum. "Nexus"). Trudno podejrzewać, że obaj - i pisarz i reporter - wymyśli sobie tak podobne "maszynki do mięsa" i z jakichś im wiadomych powodów opowiadają się przeciw utylizacji. Utylizacja sama w sobie jest koniecznością, jeśli nie wręcz dobrodziejstwem wobec ilości odpadów. Bez niej nasze miasta utonęłyby pod warstwą zakażonej i rozkładającej się padliny. Niemniej sposób w jaki pozbywamy się domowych ulubieńców pozostawia wiele do życzenia. Reporter z San Francisco twierdzi, że zakład utylizacji to coś w rodzaju gigantycznej kuchni, której surowcem są korpusy zwierząt domowych, zdechłe bydło i drób oraz odrzuty z supermarketów. Cała ta rozdrobniona masa jest przez godzinę podgrzewana do 140 stopni C, a następnie gotowana przez 24 godziny. Uzyskaną w ten sposób masę miele się i prasuje, aż do uzyskania granulatu, który służy do "wzbogacania karmy". Od kuchni widać, że karma wzbogacona jest o obroże przeciw pchłom, bo nikt nie zadaje sobie trudu, żeby je zdjąć przed zmieleniem psa czy kota. Badania granulatu wykryły też obecność śladów preparatów stosowanych przy usypianiu zwierząt, antybiotyków, pestycydów i foliowych worków w jakie były zapakowane przeterminowane steki, a których zdjęcie jest zbyt pracochłonne i kosztowne, więc idą do kotła razem z martwymi zwierzakami. I nie jest to obraz przesadzony, bo oficjalny dokument z kontroli przeprowadzonych w Kalifornii nie tylko stwierdza w ciałach uśpionych psów i kotów obecność np. fenobarbitalu sodu, ale także dodaje, że "zasadniczo nie następuje jakikolwiek rozkład tego środka podczas zwykłego procesu utylizacji". Ann Martin, działaczka ruchu na rzecz praw zwierząt z Kanady, rozszyfrowała co znaczy reklama "pełnej, zrównoważonej kalorycznie i witaminowo" karmy. Alarmuje, że te "cenne proteiny" mogą zawierać zanieczyszczone odpadki z rzeźni, fekalia, rozgotowane razem z sierścią tusze psów i kotów, a także pióra kurcząt. Mówi też wprost, że określa się je symbolem "4D" - dead (nieżywy), diseased (śmiertelnie chory), dying (umierający), disabled (ułomny). Jaka jest skala produkcji "4D"? Martin daje przykład: Jeden z niewielkich zakładów tego rodzaju w Quebec w prowincji Ontario przetwarza 10 ton psów i kotów tygodniowo. Martin proponuje, żeby na puszkach z karmą dla zwierząt domowych, umieszczać jeszcze jeden znak: trupią czaszkę ze skrzyżowanymi piszczelami. Dziennikarz z USA mówi już o milionach amerykańskich psów i kotów przetwarzanych co roku na pokarm dla milionów amerykańskich psów i kotów. Twierdzi też, że "kiedy etykieta na pokarmie dla zwierząt domowych zawiera stwierdzenie: pokarm mięsno-kostny - oznacza to, że zawiera on rozgotowane i przetworzone zwierzęta, włącznie z kotami i psami". Z kolei redaktor pisma "Earth Island Journal" precyzuje: co roku jest tych rozgotowanych i zgranulowanych zwierząt nie mniej niż 12,5 miliona ton. Dodaje przy tym, że wśród przerobionych na karmę znalazło się też słoniątko, które zdechło w cyrku, a nawet słynny Bozeman - policyjny koń, który zginął "w czasie pełnienia służby". Nikt nie jest bezpieczny wobec służb utylizacyjnych. Raport Departamentu Rolnictwa Stanów Zjednoczonych z przed kilku lat informuje w przybliżeniu, że tylko w ciągu jednego roku wyprodukowano 3 586 600 ton "pokarmu mięsno-kostnego, krwiopochodnego i z pierza". Wyliczono też, że 34% tego materiału użyto do produkcji pokarmu dla zwierząt domowych, tyle samo dla drobiu, 20% poszło na pokarm dla świń, a 10% dla bydła rzeźnego i mlecznego. Niech czytelnik sam sobie odpowie na pytanie, ile z tego może trafić już nie do puszki z żarciem dla psa, lecz na jego stół. Żartownisie mówią, że koty wcale nie chcą karmy o smaku wątróbki, koty chcą granulatu z myszy. Żarty, żartami, ale kiedyś nasi pupile się zemszczą, tak jak to już zrobiły "wściekłe krowy". (Marian Konopko http://www.kurierpodlaski.com/modules.php?name=News&file=article&sid=103)

Pieszczochy i świnie Substytut człowieka www.kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1147429&KAT=241 www.nowe-panstwo.pl

"W ostatnich trzydziestu latach liczba zwierząt domowych, które kochamy i rozpieszczamy, którym nadajemy imiona i traktujemy jak członków rodziny, wzrosła ponad dwukrotnie. Jednocześnie coraz więcej zwierząt jest przetrzymywanych w niehumanitarnych warunkach i mordowanych w bestialski sposób(...) W przeszłości ludzie trzymający ulubione zwierzęta w domu zawsze stanowili mniejszość. Upodobanie to szczególnie demonstrowały klasy panujące, chcące w ten sposób wywrzeć wrażenie na innych, ukazać rozmiar swojej władzy, a także zapewne pofolgować swej próżności. Jednak w ostatnich dwudziestu-trzydziestu latach w świecie zachodnim posiadanie ulubionych zwierząt stało się niezwykle popularne. Według FEDIAF (European Pet Food Federation - Europejska Federacja Pet Food), w Europie Zachodniej żyje obecnie 41 milionów psów, 47 milionów kotów i 80 miliony różnych innych pieszczochów: świnek morskich, królików, chomików, ptaków, węży i gadów (o ile te ostatnie można nazwać pieszczochami), czyli w ponad połowie gospodarstw domowych jest przynajmniej jedno zwierzę, a całkiem spora grupa ma ich po kilka. Dane płynące ze Stanów Zjednoczonych potwierdzają wzrost liczby miłośników zwierząt: 54 miliony psów, 59 milionów kotów, 16 milionów ptaków, 12 milionów akwariów z rybkami i różnymi płazami lub gadami znalazło życzliwych opiekunów. (...) W świecie, w którym samotność jest jedną z najpowszechniejszych bolączek, zwierzęta zaspokajają, przynajmniej w części, wrodzoną ludzką potrzebę emocjonalnego kontaktu z innymi żywymi istotami. Coraz częściej w relacjach człowiek-zwierzę dochodzi zresztą do skrajności. (...) W Nowym Yorku firmy City Dog i Canine Styles sprzedają w odpowiednich dla psów rozmiarach: skórzane kurtki motocyklisty lub lotnika, swetry, buty, podkoszulki, a nawet kostiumy kąpielowe i smokingi. W Los Angeles butiki i supermarkety rozpieszczają rozkapryszonych klientów łóżkami wodnymi na zamówienie i złoconymi obrożami. Na wyjście proponowane są małe psie plecaki. Wytworny pies-dandys może liczyć na taftową muszkę, a elegancka suczka - etolę. Istnieją firmy, które trudnią się nawet urządzaniem przyjęć urodzinowych dla zwierzaków, na których "tortem" jest pokaźny kawał mięsa. Niektórzy styliści gotowi są przygotować ubranko dla ulubionej papugi lub świnki morskiej. Jednym z najnowszych luksusowych akcesoriów jest prysznic z ciepłą wodą dla papużek falistych i żwirek aromatyzowany miętą dla kotów. Zapracowani amerykańscy właściciele zwierząt mogą zapisać swych ulubieńców do przedszkoli, a wyjeżdżający na wakacje skorzystać z Pet Set Inn - "jednej z najlepszych sieci hoteli dla psów", której czworonożni goście mają do dyspozycji "wyściełane dywanem, klimatyzowane apartamenty z własnym słonecznym gankiem". A jeśli w hotelach brakuje miejsc, zawsze pozostają do wyboru obozy letnie, takie jak Campio-Lindo For Dogs, oferujące "przestronne pomieszczenia dla psiego wczasowicza i program rekreacyjny"(...)

Jak to możliwe, że ci sami ludzie, którzy krowy traktują jak chodzące bańki mleka, a świnie jak hamburgery, swoje psy kochają i opłakują po śmierci? Dlaczego niektóre zwierzęta antropomorfizujemy i myślimy o nich jak o istotach ludzkich, stosując wobec nich ten sam kodeks moralny, który rządzi naszym postępowaniem w stosunku do ludzi, inne zaś bezwzględnie eksploatujemy? Zdecydowana większość naukowców jest zdania, że człowiek odczuwa winę i wstyd za krzywdzenie zwierząt, ale stosuje różne metody usprawiedliwienia się. James Serpell, profesor etyki ekologicznej na Uniwersytecie Pensylwańskim, specjalista badający relacje człowiek-zwierzęta, w swojej książce W towarzystwie zwierząt (Państwowy Instytut Wydawniczy 1999) dowodzi, że po prostu staramy się do wszystkich wątpliwości nabrać dystansu. Podobnie jak żołnierz na wojnie, który by móc zabijać przeciwnika, stara się go depersonalizować, tak my stwarzamy próżnię między nami i zwierzętami, którym dla zysku zadajemy ból i cierpienie. Owego "odgradzania się" - jak to nazywają psycholodzy - można się zresztą nauczyć. Na przykład rzeźnicy, którzy przecież regularnie zabijają zwierzęta, stopniowo uodparniają się na to doświadczenie. Co ciekawe, ta ludzka zdolność "odgradzania się" może być wybiórcza. Obdarzanie kotów i psów uczuciem miłości przy całkowitej ślepocie na niedolę świń, drobiu i cieląt jest tego doskonałym przykładem. Są i inne sposoby uciszania własnego sumienia, na przykład ukrywanie. Zgodnie z zasadą: "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal", nowoczesne, intensywne hodowle zwierząt umieszczane są zazwyczaj z dala od skupisk ludzkich, a hodowane przemysłowo świnie lub krowy trzymane są w pomieszczeniach bez okien. Nagminnie posługujemy się także "ukrywającym" słownictwem. Mówimy nie o mięsie wołu, świni czy cielęcia, lecz o "wołowinie", "cielęcinie" i "wieprzowinie", ponieważ te eufemizmy są łatwiejsze do przyjęcia. Aby poprawić własne samopoczucie, zrzucamy odpowiedzialność za zabijanie zwierząt na innych, najczęściej rzeźników, traktując ich z osobliwą mieszaniną strachu, niesmaku i odrazy. Niezależnie jednak od tego, jakie sposoby odgradzania się od problemu eksploatacji zwierząt stosujemy, i tak coraz częściej ogarnia nas moralny niepokój, zbiorowe poczucie winy i gniewu z powodu zła, jakie nasz gatunek wyrządził innym żywym istotom. Na szczęście, posiadamy już dzisiaj wystarczającą wiedzę i umiejętności, by nasze podejście do zwierząt hodowlanych zmienić i by traktować naszych braci mniejszych przynajmniej humanitarnie.

Śmierć w łapach niedźwiedzia Szalony miłośnik niedźwiedzi "grizli" został pożarty wraz z przyjaciółką przez swoich ulubieńców www.kiosk.onet.pl/art.html?NA=2&ITEM=1137880&KAT=245 www.tygodnik-przeglad.pl

Timothy Treadwell (...) był najbardziej chyba znanym miłośnikiem niedźwiedzi w USA. W młodości narkoman, o mało nie stracił życia, gdy przedawkował białą śmierć. Ocalony przez lekarzy postanowił, że poświęci się szlachetnemu celowi, jakim jest poznawanie życia niedźwiedzi grizli i ratowanie ich przed kłusownikami. Przez ostatnich 13 lat ciepłe miesiące roku spędzał w puszczach Alaski, w których roi się od niedźwiedzi brunatnych i grizli, cieszących się smutną sławą najgroźniejszych drapieżników Ameryki Północnej. Napisał bestsellerową książkę "Wśród grizli. Moje życie z dzikimi niedźwiedziami na Alasce", nakręcił liczne filmy, występował w programach telewizyjnych, a przede wszystkim w szkołach i na forum różnych stowarzyszeń oświatowych. Treadwell, zoolog amator, był postacią niezwykle kontrowersyjną. Głosił bowiem tezę, że niedźwiedzie wcale nie są niebezpieczne dla ludzi, w rzeczywistości to miłe, "zabawowe zwierzaki". Szczerze w to wierzył - nadawał "misiom" imiona: Ciotka Melissa, Molly czy Pan Czekolada. Zbliżał się do ulubieńców na zaledwie kilka metrów, śpiewając przy tym cienkim, operowym głosem: "Kocham cię, ooo, kocham cię!". Niekiedy nawet głaskał swe niedźwiedzie i wpełzał do ich barłogów (na szczęście pod nieobecność gospodarza). Zawodowi biolodzy ostrzegali, że takie postępowanie musi źle się skończyć najpierw dla Treadwella, potem dla jego ulubieńców. "Napominałem go, aby był ostrożniejszy, bowiem za każdym razem, kiedy niedźwiedź kogoś zabije, następuje wielki wzrost niedźwiedziofobii i ludzie zabijają niedźwiedzie", opowiada Sterling Miller z departamentu ds. dzikiej zwierzyny i ryb w rządzie stanowym Alaski. Grizli są z pewnością piękne i zasługują na ochronę, nie wolno jednak zapominać, że to zwierzęta groźne i dzikie. Zazwyczaj schodzą człowiekowi z drogi, ale niespodziewane spotkanie z zaskoczonym niedźwiedziem może skończyć się tragicznie. Deb Liggett, dyrektorka Parku Narodowego Katmai, już w 2001 r. powiedziała reporterowi gazety "Anchorage Daily News": "W najlepszym razie Timothy się myli. W najgorszym jest niebezpieczny, bo rozpowszechnia model zachowania, który naraża życie turystów i niedźwiedzi na niebezpieczeństwo". Chuck Bartlebaugh ze stowarzyszenia Be Bear Aware (Miej się na baczności przed niedźwiedziem) twierdzi, że doszło z tego powodu do kilku tragicznych wypadków. Dwoje turystów zeszło ze szlaku w Glacier National Park, uwierzywszy w zapewnienia Treadwella, że grizli nie są groźne nawet w leśnym gąszczu. Turyści zapowiadali: "Chcemy zabawić się w Tima". Strażnicy parku znaleźli ich zmasakrowane szczątki.

(zdjęcie ze strony www.pcsa.pl/relax)

Ostatni znak życia Timothy i jego przyjaciółka dali przez telefon satelitarny w niedzielę, 5 października. (...) Nazajutrz przybyła powietrzna taksówka, która miała zabrać ich z powrotem do cywilizacji. Pilot, zaniepokojony brakiem kontaktu radiowego, posadził maszynę na jeziorze. Gdy tylko wyszedł na brzeg, zaszarżował nań ze wzgórza ogromny, wychudzony niedźwiedź brunatny. Przerażony lotnik w ostatniej chwili zdążył schronić się w kabinie i wystartować. Kiedy zatoczył koło nad obozem, ujrzał podeptane namioty i zwierzę pożerające ludzkie szczątki. Pilot wezwał na pomoc parkowych strażników. Gdy stanęli na brzegu, niedźwiedź z potwornym rykiem rzucił się również na nich. Strażnik Joel Ellis musiał wystrzelić ze swej broni aż 11 razy, zanim w odległości zaledwie 4 m bestia padła martwa. Wstrząśnięci rangersi dotarli do obozowiska, po którym właśnie przechadzał się dorodny grizli. Odszedł spokojnie, ale w zaroślach czaił się inny, młody niedźwiedź, najwidoczniej gotując się do ataku. I on został zastrzelony. Strażnicy pozbierali, to co zostało z ciał kobiety i mężczyzny. Niedźwiedź pożarł większą część łupu, a resztę zakopał jako zapas na później. W żołądku zabitego starego samca znaleziono znaczną ilość ludzkich szczątków, a także koszulkę Treadwella. Rzecznik parku, John Quinley, zastrzegł jednak obrazowo: "Prawdopodobnie ten niedźwiedź ich zabił, ale nie możemy mieć pewności, bo między zabiciem a spożyciem jest różnica". Najbardziej szokującym zjawiskiem okazała się jednak kamera wideo, najwidoczniej włączona w trakcie niedźwiedziego ataku. W kamerze była tylko taśma audio, sześciominutowe nagranie zarejestrowało groźne ryki rozwścieczonej bestii, rozpaczliwe krzyki ludzi, odgłosy desperackiej, daremnej walki o życie. Prawdopodobnie zwierzę rzuciło się na Tima, gdy ten znajdował się poza namiotem. "Czy niedźwiedź jeszcze tam jest?", pytała z namiotu zatrwożona Amie. "Wyjdź, właśnie mnie zabija!", błagał miłośnik grizli. "Udawaj martwego!", brzmiała odpowiedź. Ale niedźwiedź nadal maltretował swą ofiarę. "To nie działa!", wrzeszczał rozszarpywany żywcem Treadwell. "Walcz!", krzyknęła Amie. Timothy, jak prawdziwy przyjaciel zwierząt, nie miał w obozie żadnej broni. W ostatnich chwilach życia poprosił więc swą towarzyszkę: "Wyjdź i walnij go patelnią!". Tu kończy się taśma. Jeśli kobieta potraktowała ponadpółtonowego niedźwiedzia patelnią, skutek mógł być tylko jeden - zabójca jeszcze bardziej się rozjuszył. Przyjaciele i krewni Treadwella pocieszają się, że Tim zginął, robiąc to, co w życiu pokochał najbardziej. W końcu powtarzał często: "Będzie dla mnie zaszczytem, jeśli skończę w niedźwiedzim brzuchu". Przegląd nr 43/2003

Młodsi w rozumie www.kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1140940 www.nowe-panstwo.pl

Przekonanie, że zwierzęta mogą odpowiadać za swe czyny, było powszechne od bardzo dawna i trwało długo Procesy przeciwko... kretom, szczurom i innym zwierzętom, powoływanie ich na świadków były onegdaj sądową codziennością. Czy zwierzę może mieć osobowość prawną? (...) Roku Pańskiego 1519 przed sądem w habsburgskim Tyrolu toczył się proces przeciw... kretom. Miejscowi ogrodnicy pozwali je za szkody czynione w uprawach. Winę udowodniono i sąd nakazał kretom opuszczenie ogrodów. Były jednak i okoliczności łagodzące; wiedziano od dawna, że krety niszczą szkodniki. Dlatego łaskawy sąd dał winowajcom list żelazny, mający chronić zwierzątka przed wrogami. Więcej nawet: zezwolił krecim matkom z małymi na dwa tygodnie zwłoki, by nie poniosły szkody w czasie przeprowadzki. Nieco później rolnicy z Burgundii zażądali ekskomuniki szczurów-szkodników. W diecezjach odczytano więc nakaz stawienia się szczurów na rozprawę, ale te zlekceważyły polecenie. Bardzo to rozgniewało biskupów, ale obrońca oskarżonych stwierdził, że szczury nie otrzymały przecież ochrony po drodze przed kotami. Sąd uznał ten argument i zwrócił się do właścicieli kotów, ci zaś stwierdzili, że nie mogą ręczyć za ich zachowanie, ponieważ są to istoty bardzo samodzielne. Nadto nikt nie ma wpływu na koty zdziczałe. Zatem proces odroczono, by znaleźć wyjście, ale wkrótce też plaga szczurów ustąpiła, odstąpiono więc od ich karania. Brzmi nieprawdopodobnie? Ale zachowała się dokumentacja wielu procesów przeciw zwierzętom, to tylko dwa przykłady. Czasem zwierzęta powoływano na świadków w procesach przeciw ludziom. W starożytnych Atenach istniał nawet odrębny trybunał sądzący zwierzęta. Przekonanie, że zwierzęta mogą odpowiadać za swe czyny, było powszechne od bardzo dawna i trwało długo. Byłżeby to jeden z przesądów uwłaczających rozumowi? Może po prostu naiwność, czy wręcz głupota, wywołująca dziś uśmiech pobłażania? Do mnie przemawia inna teza: był to rodzaj świadectwa, że zwierzęta traktowano "po ludzku".

(zdjęcie ze strony www.pcsa.pl/relax)

Zresztą i dziś się zdarza, iż sąd skazuje na przykład psa na śmierć (w wyroku mówi się o uśpieniu) za pogryzienie człowieka. Choć zwykle winien jest inny człowiek - właściciel "złego" czworonoga. Takie wyroki opisywane są w gazetach (zdarzają się zwłaszcza w Anglii i w USA), a w kilku przypadkach tysiące listów od dzieci do srogiego sądu z prośbą o ułaskawienie uratowały psu życie. Oczywiście, bywa i tak, że ze względu na szczególnie niebezpieczne cechy uśpienie go jest konieczne.

U nas decyduje o tym lekarz weterynarii. Zdarzało się, iż takie decyzje podejmowano "na zapas", nawet w skali masowej, czasem bez powodu albo ze względu na życzenie właścicieli, chcących uniknąć odpowiedzialności.

Nie ma co rozdzierać szat? Być może. Muszę jednak zauważyć, iż nasze czasy charakteryzują się szczególnym - jeśli można tak powiedzieć - brakiem "rozdzierania szat" nad wieloma haniebnymi czynami różnej wagi. Rozlewa się jakaś dziwna obojętność i skłonność przechodzenia do porządku dziennego. Dotyczy to zwłaszcza zła popełnianego wobec zwierząt, a głos ich obrońców rzadko bywa wysłuchiwany. Łatwo zauważyć, iż bardzo często jest to zło czynione nie przez przestępców czy sadystów, lecz przez tak zwanych normalnych, przeciętnych ludzi - dla zysku lub wygody. Ci ludzie sami siebie uznają za przyzwoitych. Na przykład nie tak rzadko zdarza się "przedurlopowe" wywożenie psa-przyjaciela do lasu, zwykle przez miłe, młode małżeństwa z dziećmi, by go przywiązać do drzewa i skazać na śmierć z głodu i tęsknoty. Jest to czyn wyjątkowo odrażający i świadczy o degeneracji moralnej. Oczywiście, trudno formalnie ustalić winowajców i nikt się tym nie zajmuje, ale przecież sąsiedzi, rodziny, znajomi na ogół wiedzą o takich zdarzeniach i tolerują je. Tak jak zwykle wiedzą o zadręczaniu dzieci czy starców - co przecież jest tylko kolejnym poziomem tego samego zła - i także milczą. Nie sądzę, by dzieci wychowane przez "wyrzucaczy psów" same mogły wyrosnąć na porządnych ludzi i zawsze się to w końcu odbije na nas wszystkich.

Nie zamierzam mnożyć opisów potwornych uczynków ludzi wobec zwierząt. Chciałbym natomiast przedstawić pewne wyniki badań naukowych, które pozwolę sobie nazwać "dowodami na rzecz braterstwa".

Zacznijmy od "dowodów z zachowania". Mogę podać tylko kilka przykładów, myślę jednak, że są zastanawiające. Powiedzmy, używanie narzędzi (mnie jeszcze uczono, że to główny wyróżnik ludzi od zwierząt). Na przykład małpy człekokształtne, przede wszystkim szympansy, nie tylko umieją wyszukać odpowiednie gałązki do wyciągania owadów ze szczelin albo kamienie do rozbicia orzechów czy muszli, ale także je obrobić. To znaczy, przygotować do celu, jakiemu narzędzie ma służyć. Mamy zatem do czynienia ze świadomym zamiarem.

Małpy szybko się uczą, także rozwiązywania różnych łamigłówek, i przede wszystkim porozumiewania się wyuczonymi kodami. Na przykład językiem migowym używanym przez głuchoniemych - w USA poznają tak zwany ameslan (american sign language). Rozróżniają proste pojęcia, czyli uogólnienia, na przykład kształt, wielkość, barwę niezależnie od konkretnego przedmiotu (oderwanie cechy od rzeczy). Potrafią przekazać informacje o wydarzeniach przeszłych, o tym, co się wcześniej stało, a także o swym stanie emocjonalnym.

To ostatnie nie dotyczy zresztą tylko małp naczelnych. Swe emocje przekazują wyraźnie także na przykład psy, koty, niektóre ptaki. Dobrze wiemy, kiedy znane nam zwierzę jest smutne, lęka się, jest obrażone albo właśnie nam wybaczyło...

Małpy rozumieją, co oznacza ich odbicie w lustrze, wiedzą, że jest to "ja", obraz "mnie", a nie jakieś inne zwierzę. Można to uznać za początek samoświadomości. Umieją liczyć, ba - rozróżniają liczebniki główne i porządkowe i dokonują prostych operacji matematycznych. Na przykład dodają, potrafią przeliczyć kilka przedmiotów. W każdym razie rozumieją symbole i modele konkretnych rzeczy, a nawet sytuacji. Mają zatem możliwość abstrahowania i zdają się pojmować, czym jest śmierć.

Słynna szympansica Washoe (z Instytutu Komunikacji pomiędzy Ludźmi i Szympansami w Waszyngtonie) zna 240 znaków ameslanu i układa zdania złożone z siedmiu pojęć. Zdołała też nauczyć tego języka swego syna Loulisa bez udziału ludzi. Umie, podobnie jak inne małpie lingwistki, tworzyć określenia dla rzeczy wcześniej nie znanych. (...)

(...) Różnice w genomie (zestawie genów) pomiędzy człowiekiem i na przykład szympansem wynoszą 1 procent, co oznacza, iż ze swym najbliższym zwierzęcym krewniakiem mamy aż 99 procent wspólnych genów! Albo jeszcze inaczej: tylko kilkanaście genów decyduje o tym, że jeden z gatunków małpiej wspólnoty jest człowiekiem.

Chrześcijaństwo, jak wiemy, bardzo wyraźnie oddzieliło człowieka od innych żywych istot, a podporządkowywanie sobie Ziemi i żywej przyrody jest naturalnym prawem chrześcijanina. Można jednak znaleźć w Biblii i w licznych późniejszych przekazach ojców Kościoła teologiczne uzasadnienie szacunku dla zwierząt i ich ochrony przed złem wyrządzanym przez ludzi, a symbolem chrześcijańskiej postawy wobec "młodszych braci" jest niezwykła postać św. Franciszka. On właśnie wprowadził to określenie, mając na myśli "młodszych w rozumie". Ściślej biorąc, z punktu widzenia ewolucji, zwierzęta są naszymi "starszymi braćmi". Notabene, w pewnych najnowszych rozważaniach katolickich na ten temat można odnaleźć myśl, że odkupienie i zmartwychwstanie ma objąć także zwierzęta (kto nie wierzy, niech zajrzy do opatrzonej "imprimatur" Encyklopedii Chrześcijaństwa, wyd. Jedność, Kielce 2000, tłumaczenie z włoskiego). Zmierzam do tego, że chrześcijanin nie może wykręcać się od pełnej odpowiedzialności wobec zwierząt i za nie, że nie wolno mu zadawać im cierpień, a już w żadnym wypadku nie może on powoływać się na Biblię, która rzekomo "daje wolną rękę" (takie powoływanie się słyszałem...).

(zdjęcie ze strony www.pcsa.pl/relax)

Z pewnością zwierzę (myślę zresztą, że i roślina) nie jest rzeczą, nie tylko dlatego, że stwierdza to 20-letnia już Deklaracja Praw Zwierząt UNESCO i wiele innych późniejszych aktów tego rodzaju, a także ustawa polska z 1997 roku. Stoimy wszakże ciągle wobec smutnych konieczności sprzyjających wspomnianej tu już obłudzie. (...) zabijać zwierzęta, bo się nimi żywimy, (...) dokonywać na nich okrutnych doświadczeń, (...) nie jesteśmy wiecznie skazani na ów przymus. Można przypuszczać, że w przyszłości zwierzęta mogą zostać zastąpione przez hodowle tkanek i narządów, (...) bardzo wiele doświadczeń udaje się przeprowadzać "in vitro", a już z pewnością można uniknąć wielu cierpień, bez sensu zadawanych w laboratoriach milionom zwierząt.

W Polsce parlamentarzyści nie są w stanie uchwalić naprawdę dobrej ustawy o ochronie zwierząt, takiej na miarę XXI wieku. Nie są w stanie, bo grupy interesu - na przykład różni hodowcy, eksporterzy koni, producenci pasztetów czy choćby myśliwi - nie dopuszczają do uszczuplenia swoich wpływów, jak zresztą w ogóle większość tych, którzy rządzą i uchwalają prawa.

Niezależnie o tego, jakkolwiek bylibyśmy wyrozumiali wobec własnych słabości, jakkolwiek denerwowaliby nas nieznośni czasem obrońcy zwierząt, jakkolwiek dobrze rozumielibyśmy tak zwane konieczności ekonomiczne i nie chcieli być obłudni wobec różnych przymusów, jedno przynajmniej jest pewne. Oto przytłaczająca ilość cierpienia zadawana jest zwierzętom bez powodu, czy raczej z powodu bezmyślności, wygodnictwa i - widać przyjemnego - okrucieństwa. Chrześcijanom zaś zadam po raz kolejny pytanie: co będzie, jeśli na Sądzie Ostatecznym w roli sędziów czy choćby świadków zasiądą także zwierzęta? Może wtedy uratuje kogoś świadectwo starego psa, że ten oto człowiek był dla niego dobry? Nowe Państwo nr 11/2003

Uratowane na śmierć - Koński dramat Trwająca cztery dni akcja ratowania 52 koni uwięzionych w zamarzniętym rozlewisku Warty pod Słońskiem (Lubuskie) została uwieńczona sukcesem. Wszystkie zwierzęta zostały uratowane. Teraz większość z nich może już trafić do rzeźni, bo takie było od początku ich przeznaczenie.

www.polityka.onet.pl/162,1107747,1,0,2383-2002-02,artykul.html?MASK=512

Mordercze eksperymenty na zwierzętach od lat prowadzi tzw. jednostka ABC austriackiej armii, wyspecjalizowana w zwalczaniu skutków użycia broni atomowej, bakteriologicznej i chemicznej – Takie eksperymenty są w Austrii zabronione. Doświadczeniom poddane zostały dziesiątki tysięcy kurcząt, zajęcy, szczurów, królików, a także kretów i innych małych ssaków. Zwierzęta poddawane działaniu zabójczych gazów i bakterii chorobotwórczych. Sprawa wyszła na jaw już przed rokiem, ale jednostka ABC nie zaprzestała testów na zwierzętach.... www.info.onet.pl/4,15,11,591841,0,0,forum.html

Sprawa nieodpowiednich warunków, w jakich przetrzymywane są zwierzęta będące przedmiotem handlu, nie dotyczy wyłącznie tych zwierząt, które tradycyjnie nazywamy "domowymi", jak psy i koty. Osobną kategorię takich zwierząt stanowią zwierzęta egzotyczne, na posiadanie których kreowana jest ostatnio moda. Wielu z tych zwierząt człowiek nie jest w stanie zapewnić warunków choćby zbliżonych do tych, w których żyją w naturze. Ostatnimi czasy Polskę ogarnęła moda na sprzedaż i posiadanie zwierząt egzotycznych, którym ani w sklepie, ani u właściciela nie można zapewnić właściwych warunków życia. Szerzy się, rozpoczęty przez warszawski sklep Anna Zoo, proceder handlu psami i kotami w sklepach zoologicznych, często zlokalizowanych w wielkich centrach handlowych. Sklepy nie są odpowiednim miejscem do przetrzymywania zwierząt! Dla osiągnięcia zysku handlowcy więżą zwierzęta na małej powierzchni (np. szczenięta w akwarium), narażają je na brak ruchu, hałas i sztuczne oświetlenie, nieustanny kontakt z obcymi ludźmi, często bez żadnej możliwości ukrycia się.

Petycja (140 kB) wersja rtf Zobacz/pobierz: http://empatia.pl/plik/18.rtf

PETYCJA W SPRAWIE ZWIERZĄT BĘDĄCYCH PRZEDMIOTEM HANDLU - KAMPANIA "CIERPIENIE NA SPRZEDAŻ"

Sprzeciwiam się traktowaniu zwierząt w sposób przedmiotowy, czynieniu z nich towaru i środka osiągania zysku kosztem ich dobrostanu, a także pozbawianiu ich przy tym należnych im praw i niehumanitarnemu ich traktowaniu. Żądam natychmiastowego wstrzymania sprzedaży zwierząt egzotycznych w sklepach zoologicznych, na bazarach i giełdach, oraz w każdym innym miejscu, w którym z zasady nie można zapewnić im warunków zgodnych z ich naturą i potrzebami. Kreowanie mody na posiadanie takich zwierząt uważam za niemoralne i ubolewam, że dzieje się to również za sprawą mediów. Niezależnie od skandalicznych warunków, w jakich następuje sprzedaż tych zwierząt, uważam, że każde posiadanie zwierząt egzotycznych, którym nie można zapewnić warunków zgodnych z ich naturą, jest moralnie naganne. Żądam wstrzymania sprzedaży zwierząt domowych, którym nie można zapewnić na terenie placówki handlowej właściwych warunków bytowania, w szczególności sprzedaży w sklepach zoologicznych psów i kotów, w tym kociąt i szczeniąt. Domagam się ukarania wszystkich placówek handlowych, które dopuszczają się rażących zaniedbań związanych z handlem zwierzętami i nie stosują wobec nich zasad humanitaryzmu. Żądam egzekwowania zapisów ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt, mówiących o tym, że zwierzę nie jest rzeczą, ma prawo do humanitarnego traktowania i właściwych warunków bytowania. Popieram działania stowarzyszenia Inicjatywa "EMPATIA" w tej sprawie, polegającą na przeprowadzaniu akcji informacyjnej i edukacyjnej, protestach bezpośrenich wszędzie tam, gdzie zwierzęta traktuje się w sposób nieetyczny, kierowaniu spraw do Prokuratury i tworzeniu "czarnych list" handlowców i hodowców, którzy nie respektują praw należnych zwierzętom.

Imię i nazwisko - Adres - Podpis - Chcę otrzymać dodatkowe info na e-mail :

Wypełnioną petycję przekaż osobiście przedstawicielowi stowarzyszenia Inicjatywa "EMPATIA", albo prześlij na nasz adres: Stowarzyszenie Inicjatywa "EMPATIA" Skr. poczt. 56 Warszawa 92 Prosimy, skopiujcie tę petycję tak, aby mogło ją podpisać jak najwięcej osób. Będzie ona przekazana władzom Warszawy, a także do wiadomości inspekcji weterynaryjnej, mediów i wszystkich instytucji, od których zależy los zwierząt. Petycję mogą podpisywać wszyscy, którzy ukończyli 13 lat. Nie zamierzamy przetwarzać Państwa danych. Chętnych do pomocy przy organizowaniu kampanii "CIERPIENIE NA SPRZEDAŻ" prosimy o kontakt, także na adres mailowy empatia@vege.pl lub telefonicznie pod numer 507.28.66.43. Adres www: www.empatia.pl

"Śmieszne" zdjęcia zwierząt ze strony www.pcsa.pl/relax

PYTANIA DOTYCZĄCE INFORMACJI I PORAD NA TEMAT EKOLOGII, OCHRONY ŚRODOWISKA, CYWILIZACJI, ZDROWIA, SPOŁECZEŃSTWA, CYWILIZACJI, ZRÓWNOWAŻONEGO ROZWOJU PROSIMY KIEROWAĆ DO: Stowarzyszenie Federacja Zielonych w Białymstoku SIEDZIBA: ul. Rumiankowa 14/4 15 - 665 Białystok tel. (085) 66 11 434 BIURO: ul. Rumiankowa 20, 15 - 665 Białystok tel. (085) 66 11 812 ("ZIELONY TELEFON FEDERACJI ZIELONYCH") e - mail: fzbialystok@wp.pl

Zostań członkiem wspierającym Stowarzyszenia Federacja Zielonych w Białymstoku: wpłać składkę (20 pln) lub dowolną darowiznę (najlepiej przelewem na konto Stowarzyszenia: BANK OCHRONY ŚRODOWISKA ODDZIAŁ W BIAŁYMSTOKU nr r-ku: 15401216 - 50412 - 27006 - 00), otrzymasz ulotki, plakaty, foldery, nalepki, kolorowanki, biuletyny, koszulki itp.

Jeśli chcesz aktywnie zaangażować się w prace Stowarzyszenia Federacja Zielonych w Białymstoku po próbnym okresie członkowstwa wspierającego możesz zostać członkiem zwyczajnym: brać udział w szkoleniach, wycieczkach, praktykach, stypendiach, stażach, uzyskać możliwości pracy, (tworząc lokalny odział Stowarzyszenia Federacja Zielonych) doradztwa, nauki...

Zawarte powyżej stwierdzenia są subiektywnymi opiniami autorów, których ocenę i wiarygodność pozostawiamy czytelnikowi. Prezentujemy je zgodnie z prawem do swobody wypowiedzi i wolności posiadania własnych przekonań i poglądów. Zastrzegamy, że z tego powodu nie ponosimy jakiejkolwiek odpowiedzialności za faktyczne i domniemane szkody spowodowane (jakoby) poprzez przedstawienie tych subiektywnych przekonań i poglądów. W razie jakichkolwiek wątpliwości ZAMIESZCZAMY SPROSTOWANIA. KOPIOWANIE, REPRODUKOWANIE, POWIELANIE I WYKORZYSTYWANIE CZĘŚCI LUB CAŁOŚCI INFORMACJI ZAWARTYCH W TYM DOKUMENCIE W FORMIE ELEKTRONICZNEJ. MECHANICZNEJ CZY JAKIEJKOLWIEK INNEJ BEZ PISEMNEJ ZGODY WYDAWCY JEST ZABRONIONE I PODLEGA OCHRONIE PRAWA AUTORSKIEGO. WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE - RAFAŁ KOSNO I STOWARZYSZENIE FEDERACJA ZIELONYCH W BIAŁYMSTOKU (C) 2004 r. KOPIOWANIE, POWIELANIE W JAKIKOLWIEK SPOSÓB I W JAKIEJKOLWIEK FORMIE CAŁOŚCI LUB CZĘŚCI (W TYM TEKSTÓW, ZDJĘĆ, GRAFIK, WYKRESÓW, DANYCH ITD.) WYŁĄCZNIE PO UZYSKANIU PISEMNEJ ZGODY.